DO TRZECH RAZY SZTUKA …
Jak nie ma interwencji to nie ma ale jak już są to spektakularne, i do takiego właśnie zdarzenia zostaliśmy zadysponowani w poniedziałkowe (5.02) popołudnie.
Kilka minut po godzinie 14, dyżurni Stanowiska Kierowania Komendanta Miejskiego PSP w Tarnowie otrzymali zgłoszenie o kocie, który we wczesnych godzinach porannych usadowił się w rynnie jednego z budynków przy ulicy Zielonej w Tuchowie i nie mógł lub nie chciał stamtąd zejść. Dyspozycję wyjazdu do zdarzenia otrzymał zastęp samochodem GBART (Man).
Po przyjedzie na miejsce i ocenie sytuacji okazało się, że na wysokości około 6 metrów, w rynnie, przyprószony padającym od kilku godzin śniegiem, leży kot. Po sprawieniu drabinek nasadkowych i pierwszej próbie podejścia do zwierzaka okazało się, że ów futrzak żyje i nawet ma się dobrze, gdyż zwinnie zaczął przed nami uciekać, jednak za każdym razem kociak lądował w rynnie. Próba dotarcia do zwierzaka po dachu również okazała się niemożliwa ze względu na ryzyko ześlizgnięcia się ratownika po bardzo zmrożonym dachu. Przestawienie drabiny i druga próba złapania kota spowodowała, że kociak podjął kolejną próbę ucieczki. Tym razem jednak okazało się, że nie da rady uciec po dachu, gdyż po zrobieniu kilku susów natychmiast zjeżdżał po zmrożonej blasze, którą pokryty był dach budynku. Ostatecznie zdecydował się na dość desperacki krok i podjął decyzję o próbie ucieczki rynną spustową. Wariant ten okazał się nie do końca dobrym wyborem (dla kota oczywiście), gdyż ten zaklinował się w rynnie pozostawiając przy jej wylocie jedynie tylne łapy i ogon oraz oczywiście to z czego ten ogon wyrastał … W tej sytuacji, po kolejnym – trzecim już przestawieniu drabiny udało się kociaka złapać i tylko złapać a także póki co przytrzymać, gdyż zwierzęciu, pomimo przemarznięcia i zmęczenia, włączył się instynkt obronny w postaci tzw. agresora. Ów instynkt przejawiał się m.in. tym, że kociak zaczął gryźć, kąsać, drapać a nawet warczeć i syczeć a także niemiłosiernie się wierzgać co w efekcie sprawiło, że wkomponował się tym razem w rynnę dachową nie dając możliwości bezpiecznej ewakuacji. Wreszcie, po kilku minutach udało się zwierzaka (w sposób w miarę humanitarny) obezwładnić i co najważniejsze bezpiecznie przetransportować po drabinie 6 metrów niżej. Ostatecznie wystraszony i zestresowany kocur wylądował w worku i został przekazany z odpowiednimi zaleceniami, w tym konsultacją weterynaryjną, obecnemu na miejscu zdarzenia pracownikowi Urzędu Miejskiego w Tuchowie.
Po około 45 minutach sześcioosobowy zastęp wrócił do remizy.

Comments are Closed